czwartek, 2 stycznia 2014

Prolog

Poraz kolejny nudna melancholijna melodia wygrywana przez pogodę... Kap, kap, kap czasem urozmaicane świstem wiatru. Gdzie padł wzrok tam wielka biała, delikatna zasłona mgły... Rozmieszczone gdzie niegdzie latarnie oświetlały okolicę słabym, jasnym, przepięknym światłem... Nikt poza wyrzutkami nie wyszedł by z domu... Na placu zabaw stała pewna osoba średniego wzrostu miała na sobie tylko mocno znoszoną cieńką bluzę z kapturem, stary podkoszulek w kolorze porannego pawia. Mocno znoszone, pocięte i poprzecierane spodnie, na stopach nosiła rozchodzące się buty niegdyś przypuszczalnie były sportowymi dobrej jakości... Cała dygotała z zimna, gniewu i lęku. Wciąż słyszała echo słów jak sądziła rodziny: “Cholerny bachorze dajemy Ci dach nad głową i żreć!! A ty nam się tak odwdzięczasz?? Mogliśmy cię oddać do sierocińca!! Lepiej było by jakbyś ty oraz ci twoi pierdoleni rodzice nie istnieli!!”. Słone łzy wypływały zza cienia kaptura i mieszały się z deszczem. Na domiar złego miesiac temu ta osoba utraciła ostatnią rodzinę...


Nagle melancholia została przerwana przez cichy szept:
- Los to niezły skurwiel co?? 
- K-kim t-ty j-jesteś!? - krzyknęła wystraszona postać
- Nie jest ważne kim jestem. Naprawdę ważne jest kim ty jesteś i czym chcesz być albo czym się staniesz... - odpowidziała postać stojąca w cieniu zakapturzonej osoby
- N-nie r-rozumiem... C-czemu m-mnie p-poprostu n-nie z-zostawisz w-w s-spokoju?? - spytała się płacząca istota
- Słyszę krzyk twej duszy pragniesz coś zmienić... Me imię to Shidearu Takashi Kuroryuu... Gdybyś miał możliwość poznania prawdy o sobie co byś zrobił??
- N-nic g-gorszego m-mnie n-nie s-spotka... - wyszeptała zakapturzona postać
- Powiem więc wprost. Nic niejest prawdziwe wszystko jest dozwolone... Chodź za mną i tak nie masz, gdzie się udać znam twój los, a jeśli chcesz oczywiście możemy pogadać...
- M-mam d-dwa p-pytania... P-po p-pierwsze c-czemu m-mam z-zaufać k-komuś k-kto s-się u-ukrywa w-w c-cieniu z-za m-mymi p-plecami? D-drugie p-pytanie c-czemu z-zależy C-ci b-by m-mi p-pomóc g-gdy i-inni p-przechodzą o-obojętnie? J-jestem t-tylko k-kolejną s-sierotą... - wyszeptała jąkając się z zimna istota w kapturze dodała – C-chcę z-zginąć!!
- Odpowiedź na pierwsze nie odwróciłeś się ja się nie ukrywam... Na drugie odpowiedzią jest czemu w tym cholernym świecie osoby o diamentowo czystym sercu zawsze dostają kopa w dupę... Jesteś sierotą ale czy to powód by się poddać? Gdybyś chciał naprawdę zginąć nie uciekłbyś z domu wójostwa... - odpowiedziała postać stając przed zakapturzoną osobą
- Kim ty do cholery jesteś by mnie pouczać?! - warknęła osóbka po czym dodała – Harry James Potter...
- Więc Harry kim jestem?? Nie wiem czy chcesz znać odpowiedź ale demonem... Obecnie widzisz mnie jako postać z mroku ale zapewniam Cię, że porozmawiamy twarzą w twarz gdy przybędziesz do Dziurawego Kotła... Udasz się do toma i poprosisz o klucz do piwnicy, gdzie udasz się do składu Ognistej Whisky... Tam wyszukasz symbol smoka na symbolu równowagi i go wciszniesz... - odpowiedziała postać znikając, a przed Potterem pojawiła się wspaniała szata z kapturem całą kolorze szkarłatu...


Chłopak stał jeszcze chwile chwycił szatę i ją przywdział wóczas poczół znajome szarpnięcie w okolicach pępka i wylądował tuz przed ladą Dziurawego Kotła...
- Harry chłopcze kiepsko wyglądasz proszę wypij i zjedz... - stwierdził Tom dając mu ciepłą herbatę z rumem i miskę rosołu
- Dziękuję mogę otrzymać klucz od piwnicy?? - James spytał po zjedzeniu
- Tak oczywiście... - barman podał mu klucz i wskazał wejście
- Serdeczne dzięki. - odpowiedział wdzięczny chłopak zostawiając 2 galeony na ladzie


Młodzieniec szybko odnalazł cel swej wyprawy w zatęchłej piwnicy i wcisnął Kamień znajdujący się na podłodze wówczas ukazało mu się przejście oświetlane pochodniami o czarnych płomieniach mających rubinowe obwódki... Chłopak szedł mając różdżkę w pogotowiu korytarzem zbudowanym z już omszałego kamienia... Nagle ściany i uległy gwałtownemu rozszerzeniu, a podłoże pokryło się dywanem zaś sufit uniósł się na wysokość około 9 metrów. Komnata wspierana była przez 4 kolumny będące smokami. We ścianach były wyryte wzory mitologiczne wypełnione wiecznymi płomieniami... W pokoju nie było zbyt wielu mebli znajdowały się w nim tylko: Stolik ze szklanym blatem na którym stały dwa kieliszki i jakiś mocny trunek i dwa fotele obsyte czarną skórą. Na jednym z wygodnych siedzisk siedziała postać której “cień” widział młody Potter... Osoba ta była średniego wzrostu, miała na głowie długie czarne włosy, twarz wrażała znudzenie zmieszane z poczuciem wyższości. Ubierał się w czarny skórzany płaszcz, podnim miał czerwoną koszulę, czarne jeansy z łańcuchami i obsydianowej barwy glany. Harry podszedł do bruneta i usiadł na fotelu stwierdził:
- Mam kilka pytań...
- No to wal... - odpowiedział demon
- Jak wiele o świecie wiedzą Mugole i Czarodzieje?? - spytał zielonooki
- Niewiele nawet nie mają wiedzy o tym że na tym świecie jest wiele ras np: Demony, Bogowie, Anioły, Upadłe Anioły, Nieumarli i Wampiry... Ludzie to najsłabsza z ras podobno był Demon i Anioł zakochani w sobie z ich miłości urodziła się istota posiadająca moc obydwu bytów... - odpowiedział Shidearu
- Czemu mi pomagasz?? - padło kolejne pytanie
- Bo potrzebowałeś pomocy... - zaśmiał się
- Czemu wybrałeś pomoc mi a nie tysiącom innym?? - spytał posiadacz błyskawicy na czole
- Szczerze? Dobra dlatego że wyczułem coś Ciekawego... Co nie wiem sam... Zresztą sam jestem jeszcze młodym demonem i muszę się wiele nauczyć... - zaśmiał się
- Czyli ilu letnim?? - spytał się Potter
- Tak piętnastoletnim... - odpowiedział
- Ironia zostałem ocalony przez kogoś w swym wieku... - uśmiechnął się Harry
- Sprowadziłem cię tu nie bez powodu widzisz te kamienne wrota wprawione w ścianę?? - spytał tajemniczo
- Tak widzę trudno je dostrzec przez te płomienie... - odpowiedział James
- Idź za nie a odnajdziesz prawdę, a bynajmniej część... To Demoniczne Wrota Prawdy... - polecił Shi
- Dobra... - Potter niepewnie pchnął bramę i wszedł. Znalazł się w wielkiej sali z posągami
największych demonów wszystkich cywilizacji. Pomieszczenie miało szafirowe ściany i szmaragdową podłogę i sufit. W jej centrum podłoża znajdował się sybol równowagi, zaś w tym samym miejscu na suficie widniał znak chaosu. Gdy tylko zielonooki stanął na środku sali... Pojawiły się przednim dwie postacie jedna ze światła druga z mroku... Mroczna przemówiła:


                  Dziecię zrodzone z ładu i chaosu,
       Noszące w sercu brzemię,
                  Znak klątwy wyryty na czole ma,
       To co zna to ból i smak utraty,
                  Przyjaciela wielka zdrada czeka je,
       Uznane za złotę dziecię cierpi samotność,
                  Dnia Losu, Miesiąca Genezy, Roku Upadku,
       Pradawni odrodzą się, a świat przemieni się,
                  Dziedzić chaosu i ładu wielkiego lidera ma los,
       Zaginionego odnajdzie, sprawi że diabeł zapłacze,
                  Wyruszy w podróż z demonem,
       Posiądzie moc, ostatnim ze swej rasy zostanie,
                  Pokocha... 

Tu głos się urwał, a postacie zniknęły, w ich miejscu pojawiły się dwa posągi jeden anioła majacego symbol ładu i demona mającego symbol chaosu. Obydwa byty klęcały i wyciągały dłonie jakby coś dawały mu. Młodzieniec rozejrzał się i usłyszał głos Shidearu za plecami:
- Wybierz jeden z darów... To wszystko co wiem... Moim zadaniem było Cię tu sprowadzić... Tak jak mój Ojciec przysiągł twym rodzicom, Syriuszowi i Lupinowi... Mam Cię zabrać do Akademii jeśli martwisz się o przyjaciół to w tym świecie minie tylko tydzień... A spędzimy tam wiele lat tyle aż opanujemy to co możemy... Dostaniemy dalsze instrukcje w tej szkole...
- Jaki dar?? Nie widzę tu nic... - spytał zszokowany Potter
- Musisz wybrać serce nie oczami.... - odpowiedział młody demon
- Dobra ale potem odpowiesz mi na wszystkie pytania. - rozkazał Harry wyciągając rękę po dar....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz